Wakacje na Mauritiusie można spędzić na dwa sposoby: w odosobnieniu w hotelu w kurorcie lub w samym środku tego wszystkiego. Ponieważ ten pierwszy jest wymienny na całym świecie, zdecydowaliśmy się na drugą opcję i trafiliśmy z noclegiem na "szóstkę z super numerem". Ale po pierwsze:
Dom posiada przestronną część dzienną, w pełni wyposażoną kuchnię, 2 klimatyzowane sypialnie, łazienkę z prysznicem i toaletą oraz toaletę dla gości. Wszystko odpowiada lokalnym standardom (łącznie z gniazdkami elektrycznymi) i jest bardzo ładnie i gustownie urządzone. Oczywiście dzień spędza się na zewnątrz, taras i przestronny ogród po prostu zapraszają. Prawie bez przesady można powiedzieć, że ogród sprawia, że wizyta w Pamplemousse jest zbyteczna, to jeden splendor roślin. Zielarz i gospodyni dbają o to, aby tak pozostało dwa razy w tygodniu. Duszą obiektu jest jednak pan Antoine, który skrupulatnie nadzoruje prace, udziela pomocy i po prostu zaraża swoim dobrym humorem.
Black River / Rivière Noire ma wszystko, czego potrzebuje wakacyjna miejscowość: centrum handlowe, supermarket, różnorodne restauracje i oczywiście swobodnie dostępną plażę. Można tu dostać wszystko, czego się potrzebuje.
Aby zwiedzić wyspę, zaleca się wypożyczenie samochodu. Maurycy jeżdżą jednak po "złej stronie" i z dużą wiarą w Boga. Dodatkowo natężenie ruchu jest dość duże, a drogi dość wąskie i kręte. Zasadniczo należy hojnie obliczać czasy jazdy i nie oczekiwać od siebie zbyt wiele. Jadąc na północ lub w okolice Port Louis, przed 10 rano i po 16 wieczorem beznadziejnie grzęźnie się w korkach, a średnia prędkość 40 km graniczy z karkołomną.
Spędziliśmy tu trzy wspaniałe tygodnie i już nie możemy się doczekać kolejnej wizyty!